Coraz bliżej święta
Zasadniczo kilka dni po Uroczystości Wszystkich Świętych rozpoczyna się marketingowy okres przedświąteczny.
Nazwałem go marketingowym, bowiem ludzie sami z siebie nie czuliby tak wyraźnie zbliżających się świąt, gdyby nie zabiegi marketingowców.
Zabiegi owe rozpoczynają się od wystawienia na wystawach elementów świątecznych w postaci Mikołajów, reniferów itd. Wtedy jeszcze jakoś stwierdzamy, że coś za wcześnie...
Kilka dni później w skrzynce na listy odnajdujemy ulotki Reala, Selgorsa, Tesco i innych hipermarketów informujące nas o najnoszych (oraz oczywiście najtańszych) promocjach świątecznych.
Później już tylko brakuje tego, żeby w telewizji zaczęły się pojawiać reklamy o tematyce świątecznej.
Po co to wszystko? Ano po to, żeby zachęcić nas do kupna reklamowanych produktów.
Statystyczna większość społeczeństwa kojarzy święta z rodziną, przyjaciółmi, z dniami wolnymi, z wytchnieniem od codzienności pracy (przemilczę fakt, że nie o to w świętach chodzi...) w każdym razie z rzeczmi przyjemnymi. Marketingowcy używają natomiast symboli świąt, aby te właśnie skojarzenia w nas wywołać.
Wywołanie takich skojarzeń sprawia, że na poziomie nieświadomym poprawia nam się humor przez co stajemy się bardziej otwarci, a tym samym bardziej narażeni na techniki manipulacyjne ludzi od marketingu.
A sprzedawcom łatwiej jest sprzedawać towar, gdy umieszczą w swoim sklepie dekoracje świąteczne lub napisy w stylu "czy kupiłeś już prezenty swoim najbliższym?". I taki statystyczny obywatel IV RP (:P) chcąc sobie kupić np. książkę w Empiku, zbilżając się do kasy czyta taki napis i zaczyna się myśleć w stylu: "jejku, jeszcze mojej siostrzenicy nie kupiłem prezentu". A przy kasie czekają na niego różne drobne rzeczy w rodzaju pluszowych łosi :D (jak się później okazuje są to ekskluzywne łosie za 14,99 :P).
Jak się ustrzeć, żeby nie wpaść w sidła speców od marketingu?
Chyba najprostszą metodą jest zrobienie sobie listy zakupów - co i komu i kiedy mamy kupić - i chodzenie z nią do wszystkich sklepów oraz mocne postanowienie, że kupuję tylko to co mam na liście.
A jeśli w trakcie zakupów nasunie nam się, że coś musimy jeszcze kupić, to proponuję zapisać to na liście zakupów z pytajnikiem oraz nie kupić to kilka dni po wpisaniu, dzięki czemu będziemy mieć czas na przemyślenie, czy dana rzecz jest nam absolutnie potrzebna.
Chciałbym jeszcze ostrzec Was przed sprowadzaniem świąt do wymiaru czysto konsumpcjonistycznego - prezenty to nie jest główna materia świąt, ozdoby nie sprawią, że przeżyjemy święta lepiej (a jedynie poprawią aspekty estetyczne) - bo w świętach chodzi o coś więcej.
Zapytasz: o co?
A ja odpowiem: przecież wiesz, tylko nie wiem czemu sobie nic z tego nie robisz...