Eksperymenty ze spaniem
Po sylwestrze spałem 3,5 godziny. Wstałem i żyłem, i to całkiem nieźle, choć troszkę byłem zmęczony. Cały poprzedni tydzień sypiałem tak po 5 godzin na dobę, bez drzemek, spania w autobusie lub na lekcji. I muszę Wam powiedzieć, że całkiem całkiem się trzymam. Baaaa, nie czuje się niewyspany :P
W weekend pozwoliłem sobie natomiast na luksus 8 godzin snu i ze zdziwienem wstałem zaspany :P
Wnioski z tego wyciągam takie, że wcale nie trzeba spać długo, żeby się wyspać. Z moich obserwacji wynika, że kluczowe znaczenie ma właściwe rozpoczęcie dnia, a nie liczba godzin przespanych.
W sumie to nie tylko rozpoczęcie dnia ma znaczenie, ale ogólnie - podejście do życia też ma znaczenie, bo ktoś nastawiony pesymistycznie nie ma motywacji, żeby wstawać rano.
Ja natomiast jako szczęśliwy człowiek wstaję, bo każdy dzień jest pełen "fascynujących problemów, czekających na rozwiązanie".
Uwierzcie mi - gdy życie inspiruje, człowiekowi szkoda czasu na sen (pomijam już fakt, że wtedy po prostu nie chce się spać :P)